niedziela, 16 grudnia 2012
Opowiadanie, konkursowe - Moja wena twórcza.
Moje opowiadanie, konkursowe, etap - casting. o.o Już w poniedziałek dowiem się, opinii szanownych jurorów. xD Jestem ciekawa i to bardzo...
Kasia - mała, drobniutka dziewczyna o niebieskich oczach i czerwonych włosach.
Tydzień temu skończyła 16 lat. Mieszka w małym miasteczku.
Pragnie spełnić swoje marzenia...
Kasia, leżała na łóżku, czytała właśnie książkę, kiedy do pokoju, wszedł jej tata.
Gwałtownie zamknęła książkę i się odwróciła.
- Tak, tato ? O co, chodzi ?
- Mama, przysłała mnie żebym sprawdził, czy wszystko w porządku z Tobą.
- Więc widzisz, że żyję. W myślach dodała jeszcze żyję.
- Ehh... Widzę, właśnie. Co czytasz ?
Kasia, rzuciła książkę dla ojca.
- No, nie źle, więc teraz inspirują Cię roślinki ? Zażartował tata.
- Tato, inspiruje mnie książka - " Kwiaty w Morku " Powiedziała ironicznie Kasia.
- Dobrze, już dobrze. Powiedział ojciec po czym odłożył książkę na biurku.
- Dobranoc, tato. Mruknęła cichutko dziewczyna.
- Dobranoc, skarbie. Odpowiedział mężczyzna i wyszedł z pokoju.
Kasia zaczęła rozmyślać. Myślała, bardzo długo.
Szukała w swojej wyobraźni, szansy na lepsze jutro.
Zrezygnowana jutrzejszym dniem, przykryła się kołdrą.
Włożyła słuchawki i włączyła muzykę.
Wsłuchana w rytm perkusji zasnęła...
Następnego dnia rano.
Wstała z lekkim przygnębieniem i niesmakiem na twarzy, myśli miała szare.
Zeszła po skrzypiących schodach do kuchni.
Śniadanie było gotowe. Nie było to nic specjalnego. .
Tak, jak każdego dnia płatki z mlekiem.
Usiadła, rozmyślając, sama nawet nie wiedziała o czym.
Zjadła śniadanie, ubrała się i wyszła z domu.
Szła ulicą, w kałużach widziała swoje odbicie.
Idąc myślała o kłótni z przyjaciółką.
Żeby skupić uwagę na czymś innym zaczęła skakać po kałużach.
Jej czarne stare glany, były mokre tak samo jak jej kurtka.
Nagle coś zauważyła, coś co ją śmiertelnie przestraszyło.
Był to człowiek, przynajmniej rysy jego ciała były ludzkie.
Twarz miał bladą i sztywną.
Nie wyrażał żadnych emocji.
Z ust wystawały mu tak duże kły, że raniły mu wargi i dziąsła.
Po białej, lekarskiej koszuli kapała bordowa krew.
To "coś" nie miało brwi, ani rzęs.
To "coś" było, jak żywy manekin
Oczy przepełnione czernią.
Potwór powoli zbliżał się do dziewczyny.
Strach ją sparaliżował.
Nawet się nie ruszyła.
Wstrzymała oddech.
Człowiek, bez wyrazu, podchodził coraz pewniej w jej stronę.
Z koniuszków palców kapała mu krew.
Jedną rękę miał zaciśniętą w pięść.
Twarzą w twarz. Potwór i dziewczyna. Świat żywych i świat umarłych.
Błysk niebieskiego światła oślepił stwora i dziewczynę.
Po chwili to "coś" zniknęło.
Kasia rzuciła się biegiem w dal.
Chciała opuścić to miejsce. Biegnąc potykała i trzęsła ze strachu.
Niezdarnie poprawiała włosy i modliła się, żeby potwór nie wrócił.
Biegła szybciej i szybciej. Zrobiło jej się słabo, nic nie widziała po za czernią.
Kręciło jej się w głowie.
Straciła przytomność, zemdlała, leżała nieruchomo na mokrej ulicy.
Deszcz zaczął padać, a ona bezbronna leżała w ciemnym zaułku...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz